Tona ciszy - MaryYvonne

Tekst: Tona ciszy Kuchnia. Zegar na ścianie tnie czas. Dwa krzesła. Ona i on. Pierwszy raz od lat. Matka tasuje karty, choć nie chce grać. Syn patrzy w okno, nie potrafi wstać. Herbata paruje. Nikt nie robi kroku. Duma stoi strażą w tym głębokim mroku. Chciałby powiedzieć: „Mamo, pomyliłem drogi”. Ona chce krzyknąć: „Synu, nie bądź taki wrogi”. Ale usta są z ołowiu, język usechł do cna. Folkowa gitara w tle tak tęsknie gra. Latynoski bas pulsuje głęboko gdzieś na dnie, Oboje wiedzą wszystko, lecz nikt nie przyzna się. Czekanie ma zapach starego drewna. Cisza ma wagę żelaznego dzwonu. Matka nieugięta, syn też niepewny, Kto pierwszy pęknie w murach tego domu? ¡Dios mío, qué silencio! – krzyczy każdy nerw. Dwoje najbliższych ludzi. Brak słów. Brak przerw. Ona przesuwa cukiernicę w jego stronę. To jedyny znak. Gest na wagę złota. Jego dłonie, od ciężkiej pracy zmęczone, Zaciskają się na stole. W piersiach rośnie tęsknota. Przez otwarte okno wpada ciepły, nocny wiatr, Przynosi rytm latino, zapomniany świata blask. On patrzy na jej dłoń. Ona widzi jego wzrok. Sekunda trwa wieczność. Czas na jeden krok. Więzi nie da się zerwać! Krew nie stanie się wodą! Po co karmić tę ciszę naszą własną szkodą? ¡Rompe el hielo! (Rozbij ten lód!) ¡Habla ya! (Mów już!) Zanim ten niemy wieczór obróci się w kurz! Czekanie ma zapach starego drewna. Cisza ma wagę żelaznego dzwonu. Matka nieugięta, syn też niepewny, Kto pierwszy pęknie w murach tego domu? ¡Dios mío, qué silencio! – krzyczy każdy nerw. Dwoje najbliższych ludzi. Brak słów. Brak przerw. Czekanie ma zapach starego drewna. Cisza ma wagę żelaznego dzwonu. Matka nieugięta, syn też niepewny, Kto pierwszy pęknie w murach tego domu? ¡Dios mío, qué silencio! – krzyczy każdy nerw. Dwoje najbliższych ludzi. Powrót słów Powrót nas On kładzie swoją dłoń na jej dłoni. Zegar na ścianie przestaje głośno biec. Matka dotyka jego zmęczonej skroni. Pierwsze słowo. Koniec czekania. Mamá... Hijo...