Hong Kong #7 - Quarry Bay | Shek O | Stanley | Temple Street Night Market

Zapraszam do obejrzenia przedostatniej części materiału z naszej podróży do Hong Kongu, którą odbyliśmy w lutym 2026. Po intensywnych poprzednich dniach, tym razem dzień luźniejszy, co nie znaczy, że leniwy... Zaczęliśmy od porządnego, smacznego śniadania. Następnie pojechaliśmy do dzielnicy Quarry Bay zobaczyć jeden z tzw. Monster Building - ni mniej ni więcej tylko podwórko zamknięte między blokami, takimi ciut wyższymi niż na Tysiącleciu w Katowicach... W sumie to w Wawie już teraz podobne osiedle mają :) Generalnie mówiąc przereklamowana atrakcja. Kolejnym punktem programu była wycieczka na plaże w miejscowości Shek O. Musieliśmy znaleźć właściwy PKS, żeby się tam dostać. Po krótkiej podróży krajoznawczej dotarliśmy do tej małej miejscowości z urokliwą plażą. Co prawda słońca nie było, wiał wiatr, ale było wystarczająco ciepło, żeby wejść do morza. Nie mogłem zmarnować tej okazji :) Udało się też chwilę polatać dronem... Następnie udaliśmy się do dzielnicy, czy też miejscowości Stanley, kolejnej weekendowo/wakacyjnej atrakcji. Tym razem podróż z przesiadką i przygodami. Jeden busik nas wysadził na przystanku, z którego nie udało nam się nic złapać, więc poszliśmy z buta w kierunku docelowym, ale na szczęście zatrzymał nam się inny busik i nas zgarnął. W Stanley, po krótkim spacerze daliśmy się skusić i weszliśmy do jednej z knajpek przy promenadzie na małe conieco - no i zamówiliśmy małże ogromne, zapiekane w piecu. Wiele hałasu o nic. Tak bym to podsumował. Smaczne, ale prawie nic do jedzenia, a tanie to nie było. Z Stanley wróciliśmy do centrum, poszliśmy na obiad, a po obiedzie mieliśmy plan, aby na zachód słońca dostać się na Viktoria Peak. Niestety na dworcu autobusowym były mega kolejki do autobusu, który bezpośrednio jedzie na Peak. Kombinowaliśmy z przesiadką, ale nie udało się i zrezygnowaliśmy w połowie drogi. Wróciliśmy do centrum, a następnie pojechaliśmy do dzielnicy Jordan, na Temple Street Night Market. Market, jak market... Wszystko i nic, do tego trochę jedzenia... Inaczej to zapamiętałem z wizyty w 2018, było więcej wszystkiego i bardziej swojsko. Nie mniej jednak głównym punktem wizyty była knajpka Wing Fat Seafood Restaurant - z polecajki w internetach. Zasiedliśmy tam do kolacji. Co tu dużo mówić - film i zdjęcia mówią za siebie. Było dużo i dobre. Chętnie bym to powtórzył :)