Dym, Mariusz Parlicki

Przez komin z pieca dym wyleciał, to w lewo się, to w prawo snuje, krąży, chce wrócić znów do pieca, choć już go piec nie oczekuje, choć już go piec nie oczekuje. Krąży, chce wrócić znów do pieca, to w lewo się, to w prawo snuje, lecz do komina znów nie wleciał. Przysiadł pod lasem, w złotych liściach, pochylił się nad senną rzeką i o swym domu - piecu myślał, choć piec już bardzo był daleko. O swoim domu - piecu myślał, choć piec już bardzo był daleko. Myślał o cieple, które stracił, o czasie, co tak szybko minął, myślał. Noc wyszła w czarnej szacie z lasu, a on się w niej rozpłynął. Myślał o cieple, które stracił, o czasie, co tak szybko minął, myślał. Noc wyszła w czarnej szacie z lasu, a on się w niej rozpłynął. Myślał o cieple, które stracił, o czasie, co tak szybko minął, minął. Mariusz Parlicki