Nowe polskie lotnisko za 32 miliardy dolarów – dlaczego Turkish Airlines jest dziwnie nerwowe

Przez niemal sto lat europejskie lotnictwo akceptowało jedną cichą prawdę dotyczącą Polski. Położenie geograficzne było idealne, lokalizacja bezcenna, a mimo to narodowy przewoźnik zawsze wydawał się skazany na rolę drugoplanową. Frankfurt, Paryż i Stambuł należały do innych. Warszawa nie należała do nikogo. Teraz LOT postawił na projekt, który na pierwszy rzut oka wydaje się niemal niemożliwy do uzasadnienia. Czterdzieści regionalnych odrzutowców i para starzejących się leasingowanych Dreamlinerów mają zostać połączone z megahubem wartym 30 miliardów euro, zaprojektowanym z myślą o dziesiątkach milionów pasażerów. Na papierze te liczby się nie zgadzają. Jednak gdy przyjrzeć się bliżej, zaczyna wyłaniać się znacznie bardziej intrygująca logika. To historia o tym, jak średniej wielkości linia lotnicza próbuje na nowo narysować mapę europejskiego lotnictwa i dlaczego reszta kontynentu powinna bardzo uważnie obserwować to, co się dzieje.