Patrzyłem na ciebie

„Patrzyłem na Ciebie” to historia chłopca, który nie umiał podejść, nie umiał powiedzieć, co czuje, więc patrzył. Zbyt długo. Zbyt mocno. Jakby bał się, że jeśli odwróci wzrok, zapomni twarz, głos, gest, cień przechodzący pod oknem. Autor koncepcji, promptu i tekstu: Marek Sobótka Prawa autorskie do tekstu: Marek Sobótka Wykonanie / produkcja wokalno-muzyczna: technologia AI / Suno, licencja profesjonalna Tekst „Patrzyłem na Ciebie” Nie umiałem patrzeć krótko, gdy przechodziłaś obok mnie. Chciałem zapamiętać wszystko, zanim znikniesz gdzieś. Twoje oczy, twoje włosy, ten niepewny mały gest. Stałem cicho, jakbym wiedział, że to większe jest. Gdy mówiłaś coś do mnie, odpływał cały świat. Nie słyszałem prawie słowa, tylko serca szybki takt. Nie miałem odwagi, nie umiałem grać. Miałem tylko strach pod skórą i ten pierwszy raz. Patrzyłem na ciebie, jakby kończył się dzień. Jakbym musiał twoją twarz ocalić gdzieś we mnie. Twój głos został pod skórą, twój cień chodził za mną w snach. Byłem chłopcem za zasłoną, co się bał podejść i bał się stracić ślad. Patrzyłem na ciebie, aż milkł cały dom. Pierwsza miłość miała twoje imię i mój bezsenny wzrok. Nie spałem po nocach, słuchałem ulicy krok. Każdy szelest za oknem brzmiał jak twój powrót. Gdy szłaś pod moim domem, odsuwałem lekko cień. Stałem cicho za zasłoną, żebyś nie widziała mnie. Potem długo w twoje okno patrzyłem aż po świt. Miałem tylko jedną prośbę: żebyś była tam choć dziś. Nie znałem jeszcze życia, nie znałem jego ran. Ale znałem twoją twarz i nie mogłem zostać sam. Patrzyłem na ciebie, jakby kończył się dzień. Jakbym musiał twoją twarz ocalić gdzieś we mnie. Twój głos został pod skórą, twój cień chodził za mną w snach. Byłem chłopcem za zasłoną, co się bał podejść i bał się stracić ślad. Patrzyłem na ciebie, aż milkł cały dom. Pierwsza miłość miała twoje imię i mój bezsenny wzrok. To nie było szczęście, jeszcze nie. To był cichy ogień, który palił mnie. Nie było wielkich słów, nie było naszych miejsc. Było twoje okno i ja ukryty gdzieś. Może tak się zaczyna pierwszy wielki ból. Od patrzenia za długo. Od milczenia bez tchu. Patrzyłem na ciebie, jakby kończył się dzień. Jakbym musiał twoją twarz ocalić gdzieś we mnie. Twój głos został pod skórą, twój śmiech wracał w moich snach. Byłem chłopcem za zasłoną, który pierwszy raz kochał i pierwszy raz się bał. Patrzyłem na ciebie, aż milkł cały dom. I choć minęło tyle życia, wciąż pamiętam tamten głos. Za zasłoną stał chłopak, który nie umiał spać. Bał się zapomnieć twarz, więc pamięta ją do dziś.