Nie pytaj z kim

Nie boisz się, że ona skłamała. Boisz się, że tym razem powie prawdę. NIE PYTAJ Z KIM czwarta w nocy, jarzeniówka tnie biel paragon zaciśnięty w pięści — coś się nie zgadza w uszach piszczy ten sam ton nie otwieram ręki „wrócę późno” — nic więcej mijam półki czytam każdą cenę mleko, chleb godziny otwarcia wszystko czytam — oprócz tego w garści wystarczy rozprostować palce zobaczyłbym godzinę zaciskam mocniej chowam pięść w kieszeni czytam ceny nie czytam dłoni światło jest prawda została w pięści pytam kasjera, która godzina nie pytam gdzie naprawdę byłaś dzwonię pytam gdzie jesteś w słuchawce czyjś śmiech ucięty w pół „u siostry” — przerwa dłuższa niż trzeba w uszach narasta nie pytam dalej czytam ceny nie czytam dłoni światło jest prawda została w pięści pytam kasjera która godzina nie pytam gdzie naprawdę byłaś nie pytaj z kim... nie pytaj... nie rozwieram palców pytam o ten wieczór modlę się żebyś znowu skłamała czytam ceny, nie czytam dłoni światło jest godzina w pięści biorę resztę wychodzę w noc układam twarz zanim wrócę do ciebie jarzeniówka tnie biel lodówki szumią dalej pięść się otwiera paragon wciąż złożony