Grzybnia Myśli - Echa (Nawet nasze milczenie odbija się echem)

Walka z algorytmem o wyrwanie właściwego brzmienia musiała zostać odroczona na chwilę przez przeprowadzkę do własnego (w końcu!) mieszkania. Choć jeszcze mieszkam na kartonach i na workach, to przynajmniej na swoim. Ale chaos z przenoszeniem swoich i innych osób rzeczy plus remont zabrały całą dostępną mi energię. Na szczęście jest już bliżej końca, a ja powoli wracam do siebie. Żaden człowiek nie żyje w próżni. Niektórym może się ta prawda nie podobać, ale tak właśnie jest. Nawet niewypowiedziane słowa, przemilczane "przepraszam" czy zignorowane wołanie o pomoc niesie ze sobą skutki w naszym otoczeniu. To są najprostsze przykłady tytułowego echa wywołanego milczeniem. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. ---------------------------------------------- Syn Łukasza ma na imię Janek, Janek ma bardzo trudny poranek. Zaczęło się bez ogródek wcale, Bo zadzwonił do niego głos, jakby wykuty w skale, że jego ojciec miał wypadek. Dwie dziesiątki sekund minąć musiały, by jego umysł wciąż ospały przyjął wiadomości wagę całą Do pełnej świadomości. Janek położył się pełen na ojca złości. Bo kłócili się, aż ich twarze ciemniały do czerwoności Krzyczeli na siebie, choć Janek krzyczeć nienawidził do szpiku kości, Ale wykrzyczeć swoje racje było prościej Niż wytłumaczyć w zrozumieniu do zdań odmienności. To było takie ważne jeszcze kilka godzin wcześniej, ale wszystko zmieniły telefonu wieści złowieszcze. Janek jeszcze czuje swoje mięśnie, Które w nocy napinały się boleśnie. Refren: Nawet cisza, odbija się w nas echem, Wszystko co widzimy, zostawia na oczach cień. Wpływamy na siebie najmniejszym nawet oddechem, Z każdą wyrzuconą słów stertą brzmień. Telefon wypada mu z drżących dłoni, otępiający ból pulsuje mu w skroni wtempie bicia serca przyśpieszonym. Przez dudnienie tętna w uszach zostaje ogłuszony. Chaotycznie poruszają się oczy wybałuszone, pociąg myśli tak bardzo zgubił swoje tory, że Janek jest gotów wybiec w tej chwili, niemalże goły. Założywszy ubrania, które niedbale porzucił na stole, Rusza do szpitala, gdzie udały się karetek zespoły. Po drodze wpada na Patrycję, zna ją ze szkoły. Ona zatrzymać go próbuje, Mówiąc, że pomocy potrzebuje. Janek ją ignoruje i daleko w tyle zostawia już po chwili, Bo goni go nadzieja i poczucie winy. Refren: Nawet cisza, odbija się w nas echem, Wszystko co widzimy, zostawia na oczach cień. Wpływamy na siebie najmniejszym nawet oddechem, Z każdą wyrzuconą słów stertą brzmień. Patrycja wpatruje się w plecy Janka znikające za rogiem. Dlaczego on potraktował ją, jakby była jego wrogiem? Do tej pory uważała, że był uroczy, tak między prawdą a Bogiem Miała do niego zagadać, ale ta próba leżała sobie odłogiem. I myślała, że Janek na nią także spoglądał przychylnym okiem, Kiedy przechadzał się jakby weselszym krokiem Pod jednym z jej okien. Jeśli ten poranek otworzy w jej duszy jeszcze jedną ranę, To Patrycja jest pewna, że wykrwawi się na amen. Ciężko jest jej zebrać myśli rozbiegane. Jak dziecko, któremu dzień idzie niezgodnie z planem I zostało zganione przez swoją mamę, Miała ochotę paść na kolana I nie robić nic poza płakaniem. Refren: Nawet cisza, odbija się w nas echem, Wszystko co widzimy, zostawia na oczach cień. Wpływamy na siebie najmniejszym nawet oddechem, Z każdą wyrzuconą słów stertą brzmień. Janek nie wie, co takiego jest w szpitalach , Że mijając ich budynki nawet z dala, Jakiś strach się w sercu wyzwala. Czy to przez specyficzny zapach,. który nozdrza atakuje, Mieszanka leków, wyrobów medycznych i środków co dezynfekują Sprawia, że Janek tak niepewnie się czuje? A może to kakofonia dźwięków uszy molestuje I odgłosy aparatury przerywane kaszlem niepokój wywołują? W innym scenariuszu zaśmiałby się sam z siebie, Wyśmiewając, w jakiej glebie myśli jego umysł grzebie. Wszystko, by zmniejszyć odrobinę strachu brzemię. Nic to nie dało, Janek wpadł do recepcji biegiem. Ze wzrokiem skupionym tak, że dziurę wypalającym Podszedł do lady spocony i dyszący, zapytał pielęgniarkę w sposób naglący, wjakiej formie po wypadku jest jego ojciec. Nogi uginają się pod nim, jakby były z rozmokłej gliny, kiedy usłyszał nowiny, że jego ojciec jest cały, zdrów i dziś może wyjść z urazówki. W tym momencie na recepcję wchodzą policjanci. Pytają o Łukasza z ciężarówki. [[introduce melancholic whistle solo]] [[continue melancholic whistle solo]]​