Rakieta V2 w Kuźnicy Grabowskiej. To tajna broń Hitlera?

W Kuźnicy Grabowskiej, na terenie Nadleśnictwa Przedborów, w sobotę (13.11) wydobyto fragmenty rakiety V2. "Wunderwaffe", czyli cudowna broń Hitlera, była w tamtym okresie zaawansowaną technologicznie tajną bronią o wielkiej sile rażenia, która miała zapewnić mu panowanie nad światem. Przynajmniej kilka takich konstrukcji lądowało w naszym regionie. V2 była pierwszym skutecznym rakietowym pociskiem batalistycznym z wielkim udźwigiem. Podobno jej zasięg to nawet 400 km. Znajdująca się na szczycie konstrukcji głowica miała wybuchać po kontakcie z ziemią, powodując dookoła ogromne zniszczenia.  Wydobyciem fragmentów rakiety zajęli się członkowie Wrocławskiej Grupy Poszukiwawczej, Stowarzyszenie "Denar" z Kalisza oraz ekipa programu telewizyjnego "Poszukiwacze Historii". - Rakieta spadła prawdopodobnie 31 grudnia 1944 r. Została wystrzelona o godz. 13.25 - przybliża Przemysław Kurowiak ze stowarzyszenia "Denar" i dodaje, że rakieta startowała w Borach Tucholskich, przemierzając do Kuźnicy Grabowskiej 225 km.  Podczas sobotniej eksploracji kilkumetrowego leju udało się wydobyć m.in. części układu paliwa, komory powietrza, butlę, elektryczne elementy żyroskopów. - Dzisiaj dokopaliśmy się do samego początku rakiety - zdradził Kurowiak. - Jak ostatnio kopaliśmy inną rakietę, skończyliśmy za generatorem pary, bo już koparka nie miała wysięgu. Dzisiaj, o dziwo, jesteśmy w miejscu tym (obraz widoczny na nagraniu - przyp. red). Dotarliśmy tak naprawdę do samego przodu rakiety. Tutaj jest sensacja. Rakieta miała ponad 14 metrów wysokości. To był blok mieszkalny, to był 4-piętrowy blok! To nie była mała rzecz.  Mieszkańcy od zawsze powtarzali, że w tym miejscu w czasie wojny wybuchła bomba. W ciągu roku wystrzelono w powietrze około 300 testowych pocisków. Zliczano również te, które nie poleciały daleko bądź rozbiły się w czasie startu. V2 lądowały m.in. w Ostrówku, Lututowie, Kniatowach, Kluskach, Dzietrzkowicach.  Rakieta uderzyła w ziemię ponad ponad 3000 km/h. Eksplozja i siła była tak duża, że ona potrafiła się wbić nawet na 15 m - uzmysławia jeden z eksploratorów. - Niemiecka żandarmeria, która zawsze przyjeżdżała w miejsce upadku rakiet, to co mogła wybrać, wybrała, ale oni nie mieli sprzętu, nie mieli czasu, zwłaszcza, że ona tutaj uderzyła 31 grudnia 1944 r. To była zima. Duże elementy zabrali na wozy, reszta została w ziemi. Rakieta w momencie startu miała 13 ton, ale tam 8,5 tony ważyło samo paliwo. Już po 65 sekundach, ona ważyła 4,5 t.  Po oczyszczeniu i odpowiednim zabezpieczeniu elementy rakiety trafią do muzeum.