Tarnobrzeg, miasto paradoksów

Piosenka o Tarnobrzegu, tekst Tarnobrzeg.info, zdjęcia własne lub bliskie. Muzyka, a jakże, z AI. Tekst: Eh, Tarnobrzeg, Tarnobrzeg, to jest miasto paradoksów Stare lasowiackie drzewa, cicho szumią po żydowsku Ten usypiający spokój zbuntowanych bojowników Takie małe miasteczko, na dwadzieścia kilometrów Miłość, zgoda i współpraca, święci i błogosławione, Który to spalił sąsiadów i ukradł matce koronę? Żurek, Turek, czekolada, Browar i piwo z konopi Proziak życia – płynie Wisła i w kopalni się utopi I nie musisz nigdzie jechać, bo tu wszędzie można zajść A to co nas ogranicza, to nasz niepotrzebny strach W końcu „sky is the limit”, niebo wszędzie takie samo W lustrze wody się odbija nad piekielną siarką Promem płyną parasole, wśród techniki ptasich krzyków Czarne dziury w martwej wieży, gwiżdżą tęsknie do jerzyków Ryba, sowa, bóbr i żaba, łuk tęczowy betonowy, Kino włoskie nieme, głuche, na kościele róż gejowy. Obok placu czerwonego czarno-biali zakonnicy Dobroczyńca pańszczyźniany wylądował na ulicy Sarna wzorem jest odwagi, rewolucję ksiądz rozpalał Betonowe koła w lesie, brat Onufry wodą zalał I nie musisz nigdzie jechać, bo tu wszędzie można zajść A to co nas ogranicza, to nasz niepotrzebny strach W końcu „sky is the limit”, niebo wszędzie takie samo W lustrze wody się odbija nad piekielną siarką Zabytkowa łąka kwitła zaraz pod najwyższym sądem Lux-wychodek z rozłupanym hiszpańskim wyglądem Kolekcja Dzikowska kredytów na wnuków barki Zamiast galerii baraki, pasaże i parki Chociaż siarka zakopana, Siarka zawsze kopać będzie Pamiętam: tysiąc dziewięćset i pięćdziesiąt siedem Przekleństwo zbawienne, życiodajna trucizna Nie zabiła i wzmocniła, nasza niezgojona blizna I nie musisz nigdzie jechać, bo tu wszędzie można zajść A to co nas ogranicza, to nasz niepotrzebny strach W końcu „sky is the limit”, niebo wszędzie takie samo W lustrze wody się odbija nad piekielną siarką Sam przychodzi feeling, sam słów sens, rytm, rym Kiedy pływam w babci sadzie i nurkuję w nim Kiedy widzę jak urosły kamionkowe sosny Choć spodziewam się jesieni, wypatruję śladów wiosny Że żelazna stara kolej, teraz drewnem jest zabita? Już się nie da zmazać linii, która w skale jest wyryta I nie zniknie nasza plama, jeśli widać ją z kosmosu Nasze miejsce, szczęście, dramat, nasze miasto paradoksów. I nie musisz nigdzie jechać, bo tu wszędzie można zajść A to co nas ogranicza, to nasz niepotrzebny strach W końcu „sky is the limit”, niebo wszędzie takie samo W lustrze wody się odbija nad piekielną siarką