W chmur odbiciu (sł. Bolesław Leśmian)

W chmur odbiciu — śpią żółwie... Woda z niebem — coś snuje i współwie, — Tą współwiedzą drżą liście, Kwiaty o niej ziołom dają znać. W ciszę kwiatów i ziół tych Purpurowych, zielonych i żółtych Słońce wsącza plamiście Bystrych świateł rozbryzganą rzadź. Konie maści obłocznej Mkną wzdłuż mrzonek alei ubocznej. Zaświat stoi — otworem, Byle minąć zgróz kilka i debrz. Bóg je minął... Lecz dokąd Płynie chmury żaglisty wielokąt? Czar się zaśmiał za borem, A ty — drogo — i złoć się i srebrz! Świat raz jeszcze ustala Swój stosunek do mgły i korala... Żadna mgła się nie dowie, Ile było koralowych prób? Komuż niebyt się uda? Powiedz słowo. — Toć mówię: „Utruda". — Powiedz drugie! — „Błędowie". — Powiedz trzecie! — „Trzecie słowo — grób!“. — Pogrzebane w mgłach — losy! Trzeba zmyśleć raz jeszcze niebiosy... Chwiej się, cieniu, i zwiastuj Śmierć — dziewczynie wśród pieszczot i głusz. Wieczór płonął zgasiście, Gdy umarła — niepewnie i mgliście... Popłoch kwiatów — widm zastój — Zgon wierzących w naszą jawę zórz. Liść się odbił na fali Tak, że właśnie — im bliżej, tem dalej... Wzrok rozróżnić nie może Bliskiej wody od dalekich snów... W cieniu głogów i leszczyn Chcę pomyśleć, czem słońca jest — bezczyn? Świat się sprawdza w jeziorze... Niema świata! — Nie było! — Jest — znów! —