Jacek Kaczmarski - "Quasimodo"

Katedra w rękach wroga, Mór, głód, ofiary krwi; Cierpliwy naród w progach U zatrzaśniętych drzwi. Pociągnął wróg za sznury, By kłamać zaczął dzwon, Ale nie runął z góry Oczekiwany ton. Bo garbus u jego serca wisi I w spiż parszywym tłucze łbem, Rozbrzmiewa w niespodziewanej ciszy Jego ni rechot, ni to jęk. On ceni czyste dzwonu dźwięki, Prostują mu garbaty los, Więc widząc, kto wziął sznur do ręki Odebrał Panu jego głos. Więc rodzi wściekłą burzę: I tłumny plac i gmach. Przeklina wróg przy sznurze, Przeklina tłum we łzach. – Uwolnij dzwon, poczwaro, Nie ma co jeść, co pić; Nasycić daj się wiarą, Daj chociaż dzwonom bić. – Dopóki sznura wroga dłoń dotyka, Niech huczy w nawach próżna złość. Ja wisieć będę Panu u języka, Aż będzie któryś z nas miał dość. Lecz nawet gdy mnie diabli wezmą Poświadczy świętych figur rząd, Że jeden garbus karku nie zgiął Wśród upodlonych klątw. Jacek Kaczmarski 1983