Grażyna cz.5 | Metal Symfoniczny po polsku | Słowiańska Przestrzeń

Kolejna 5 już część epickiego utworu Adama Mickiewicza "Grażyna" 🌲 Zostań z nami, zasubskrybuj kanał i nie przegap kolejnych utworów: 👉 @SłowiańskaPrzestrzeń Więc choć nie lubię, by dzieł przyszłych końce, Lada czyjemu widne były oku… Zamiar wylęgły w myślenia pomroku Źle jest przed czasem wykazać na słońce. Niechaj rzecz cała, dokonania bliska, Jak piorun wprzódy zabija, niż błyska… Przetoż ja krótko pytanie odbywam: Kiedy? Dziś, jutro. Gdzie? Na Żmudź, do Rusi». «To być nie może!» — «Będzie i być musi!… Lecz dzisiaj tobie głąb serca rozkrywam. Dlategom kazał do konia i zbroi, Dlatego nagle i orężnie godzę: Bo wiem Witołda, że z wojskami stoi, Gotowy wstręty czynić mi po drodze; A może na to chciał do Lidy zwabić, By zwabionego pojmać albo zabić. Ale ja z mistrzem pruskiego Zakonu Tajemne zaraz związałem przymierze, Aby mi swoje dał w pomoc rycerze; Za co w nagrodę ustąpię część plonu. Jeśli, jak słyszę, przybyli posłowie, Znać, żem na jego niezwiedziony słowie. Wprzód więc nim zajdą siedmiorakie gwiazdy, Ruszymy przydać ku litewskiej sile Niemców pancernej trzy tysiące jazdy I pieszych knechtów we dwójnasób tyle… Będąc u mistrza, sam sobie wybrałem, Jakie ma przysłać rumaki i chłopy, Od wszystkich naszych ogromniejsze ciałem, Żelazem kute od głowy do stopy; Wiesz, jako dzielnie brzeszczotami sieką I dzidą srożsi od naszych daleko. Knecht zasię każdy ma żelazną żmiję Którą ołowiem i sadzą utuczy, Potem, ku wrogom nawracając szyję, Podrażni iskrą: wnet paszcza zahuczy Ogniem i gromem, zrani lub zabije Kogo jej strzelca trafny wzrok poruczy. Od takiej broni niegdyś obalony Pradziad Gedymin na szańcach Wielony. Wszystko gotowo. Tajemnymi drogi, Jutro, gdy Witołd w zaufaniu zbytniem Na Lidzie słabe zostawił załogi, Wpadniem, podpalim, zabierzem i wytniem». Rymwid, niezwykłą rażony nowiną, Stał pewien dziwu, nieprzytomny sobie; Przegląda burzę, myśli o sposobie; Skłócone myśli jedne w drugich giną. Ale rzecz nagła, próżno zwlekać zdanie, Z gniewem i żalem zawoła: «O panie! Bogdajbym nigdy nie dożył tej pory: Brat przeciw bratu ma podnosić dłonie! Wczora wyszczerbił na Niemcach topory, Dziś ma je ostrzyć ku Niemców obronie? Zła jest niezgoda, ale gorszą zgodą Chcesz nas pojednać: raczej ogień z wodą! Zdarza się wprawdzie, że sąsiad sąsiada, Z którym nieprzyjaźń toczył od lat wielu, Uściska wreszcie, gniewne serce składa, Jeden drugiego zowiąc: przyjacielu; Że bardziej jeszcze niźli złe sąsiady, Gniewne na siebie Litwiny i Lachy Często u wspólnej pijają biesiady, Snu używają pod jednymi dachy I miecze łączą ku wspólnej potrzebie; A jeszcze bardziej nad litewskie męże I nad Polaki zawziętsi na siebie Od wieku wieków są ludzie i węże: A przecież, jeśli do domowych progów Wąż zaproszony gościem od człowieka, Jeśli dla chwały nieśmiertelnych bogów Litwin mu chleba nie skąpi i mleka, Wtenczas gad swojski pełznie w jego ręce, Społem wieczerza, z jednych kubków pija I nieraz senne piersi niemowlęce Mosiężnym wiankiem bez szkody obwija. Lecz krzyżackiego gadu nie ugłaszcze Nikt ni gościną, ni prośbą, ni dary!… Małoż Prusaki i Mazowsza cary, Ziem, ludzi, złota wepchnęli mu w paszcze? On, wiecznie głodny, choć pożarł tak wiele, Na resztę naszę rozdziera gardziele. Spólna moc tylko zdoła nas ocalić! Darmo hordami ciągniemy co roku Burzyć ich twierdze i mieściny palić: Przebrzydły Zakon, podobny do smoku, Jeden łeb utniesz, drugi rośnie skoro, I ten ucięty rośnie w dziesięcioro — Wszystkie utnijmy!… Na próżno się trudzi, Kto naszych szczerze chce godzić z Krzyżaki: Bo czy to z kniaziów, czyli z prostych ludzi, Na Litwie całej nie znajdzie się taki, Co by ich nie znał chytrości i dumy, Nie stronił od nich jak od krymskiej dżumy; Co by nie wolał stokroć, od ich broni Raczej śmierć w polu, niźli pomoc zyskać, Raczej żelazo rozpalone w dłoni Niźli krzyżacką prawicę uściskać!