Koszmar w Ghazni — karabin GROM-u, którego bali się bardziej niż dronów USA
Ethan Morrow spędził siedemnaście lat w Delta Force pewny jednego: elitarność to kwestia zasobów, technologii i instytucjonalnej tradycji. Prowincja Ghazni, 2008 rok, jeden polski snajper i liczby, które nie miały prawa istnieć — zmieniły wszystko. JW GROM operował bez dedykowanych dronów, osiemdziesiąt kilometrów od najbliższej bazy, z ułamkiem amerykańskiego budżetu. Compromise rate sześć procent. Jackpot rate siedemdziesiąt osiem. Talibowie w dystrykcie Andar zaczęli używać dla tej jednej broni słowa, które wcześniej zarezerwowali dla Predatorów. Tyle że Predatora słychać. Odpowiedź nie leżała w sprzęcie. Leżała w tym, co podpułkownik Petelicki zbudował od zera w 1990 roku w warunkach, gdzie nie było miejsca na drugą próbę — w kulturze, dla której słowo wystarczający po prostu nie istnieje. Tej kultury nie da się kupić. Można ją tylko zrozumieć. Albo nie. 🔔 Subskrybuj i włącz powiadomienia, żeby nie przegapić kolejnych historii ukrytych za oficjalnymi raportami 👍 Zostaw łapkę, jeśli historia GROM-u robi na tobie wrażenie
