A.J.K.S. - Znicze Samoistnie Zapalające Się Na Grobach

Tekst: Trzymam w moich rękach ogień, Rzygam na twoich świętych, co dzień Pytam, dlaczego upasłeś się krwią, Ty świnio, won, kuglarzu spierdalaj stąd. Szaleńcy W oczach zatrutych częstotliwościami Przeklęci Zboczyli i żyją gdzieś między normami Odmieńcy Elita tych co brukają obecnością Zamknięty Układ posłusznych i już bardzo prosto Jest tkwić, pysk na kłódkę, żryj, Taplaj się w chlewie, udław się gównem, Nieś krzyż, gwoździe wbij, Fabryka poddanych i każdy z nich utnie Tę myśl, co rodzi bunt, Marzenia spuszczone w kiblu jak płody, A syf już był tu Na długo przed datą Twoich narodzin, Tak, jeszcze wyżej Teraz lepiej widzę Czuję każdy nerw Rozsądek dawno zdechł Wściekły i zatruty Egocentryzm Zbierzmy się w grupy Będziemy wielcy Krew zbrukana mgłą Maluje portrety miast, co w apatii Wciąż tak smutno śpią, Koszmarne sekrety, ukryte w tej matni, Która bez obaw oplata już wszystko, W samym środku Ty, Nagrobek pamięta, i nuci nazwisko, Nie został Ci nikt, zamknij te drzwi, To właśnie ty masz przyjść po nich, Niech zapamiętają i gryzie ich duch, Sumienie kona w agonii, Otwarte złamanie, boli każdy ruch, Uśmiechy ciągle te same, Przyspawał je demiurg do nadgnitych ust, I nie będzie im dane Smakować spokoju, to dzieje się już, Stężenie nienawiści przekroczyło wszelkie normy, Bóg bardzo się pomylił, a pierdolą, że jest zdolny, Wypełzamy ze swoich nor, uderzamy sforą, Rozjebać bramy nieba i napluć w pysk aniołom. Czuję Twój strach, ile dziś dasz Powodów, żebym Cię zabił, Dziesiątki lat odwracał twarz, Wołaliśmy, a się nie zjawił Ten, Którego tłum nazywa zbawcą, Sen, Świadomi iluzji nigdy nie zasną, Wiem, Będą się śmiać, pokazywać palcem, Gniew, Jedyny przyjaciel w ostatecznej walce, Zaciśnij pięść, Rozwal im łeb Za każdy cios I słoną łzę Zaciśnij pięść, Rozwal im łeb Obłęd!