Czy wytrwałam przy fioletach? Czyli moje pióra i atramenty w marcu

Chwila prawdy… czy wytrwałam przy fioletach? No cóż… nie tym razem 😅 Kiedy ma się tyle piór już zatankowanych (pozdrawiam poprzedni miesiąc 🙈), naprawdę trudno ograniczyć się do kilku kolorów. A jeszcze trudniej… nie sięgać po nowe atramenty, kiedy nagle w duszy zaczyna grać wiosna 🌷 i fiolet przestaje być „tym jedynym”. Ten miesiąc dał mi jednak coś ważniejszego niż wyzwanie: uświadomił mi, że moje ulubione pióra są praktycznie cały czas w użyciu… a inne — choć przecież świetne — czekają i czekają na swoją kolej. 👉 Wniosek? Kwiecień = zmiany. Rotacja. Świeże podejście. Bo skoro nadchodzi hanami 🌸, to może czas na nowe kolory, nowe kombinacje i nowe piórowe historie? Dajcie znać — macie tak samo? Też macie „wiecznie zatankowanych ulubieńców”, przez których inne pióra nie mają szans? 😄