MADA F wolnomuzyka "Zabójca Bogów"

O PŁOMYKU (Legendy Chrystusowe)  [...] I znowu rycerze wybuchnęli śmiechem a Raniero uczuł, że gotów jest spełnić teraz szaleństwo, aby tylko naigrawaniom koniec położyć. Szybko powziął postanowienie i zawoławszy starego giermka do siebie, rzekł do niego:  — Gotuj się w daleką drogę, mój Janie. Jutro wybierzesz się z świętą, płonącą świecą do Florencji!  Giermek jednak odmówił wręcz wykonania tego rozkazu.  — Tego nie mogę się podjąć — mówił. — Jakże to możebne dojechać konno do Florencji z palącą świecą? Wszakże zgaśnie mi nim z obozu wyruszę!  Raniero pytał jednego z żołnierzy po drugim. Wszyscy mówili to samo nie przypuszczając nawet, aby rozkaz ten wydany był na serio.  Rzecz prosta, że wobec tego pomysłu biesiadnicy coraz głośniej śmiali się i kpili, widząc zwłaszcza, że nikt z całej załogi obozowej nie chce wykonać szalonego rozkazu Raniera.  Raniero zaś coraz bardziej był wzburzony. Stracił wreszcie cierpliwość i zawołał:  — A jednak płomyk ten będzie przewieziony do Florencji i skoro nikt się tego podjąć nie chce, sam to uczynię!  — Namyśl się, zanim coś podobnego podejmiesz! — rzekł jeden z rycerzy. — Księstwo tu porzucasz.  — Przysięgam wam, że ten płomień przewiozę do Florencji! — zawołał Raniero. — Sam wykonam to, czego nikt drugi podjąć się nie chciał.  Stary giermek wymawiał się:  — Panie, z tobą to inna sprawa. Ty możesz wziąć w drogę poczet liczny, a mnie chciałeś puścić samego!  Raniero był już jednak bez opamiętania, nie liczył się ze słowami i rzekł:  — Sam jeden pojadę!  Tym nareszcie osiągnął czego pragnął. Wszyscy śmiać się przestali. Siedzieli zastraszeni, wpatrując się w niego osłupiałym wzrokiem.  — Czemu się nie śmiejecie? — zapytał Raniero. — Dla walecznego męża, cała ta podróż nie waży więcej, jak zabawka dziecka. [...] [...] Franczeska zaś rzekła:  — Oddaję ci twoją świecę. Uratowałam ją widząc jak jej bronisz przed zgaszeniem. Nie miałam innego sposobu dopomóc ci.  Raniero padając potłukł się mocno. Nie było nikogo kto by go dźwignął. Zaczął więc powoli sam się podnosić. Chcąc postąpić, zachwiał się i byłby znowu runął. Spróbował tedy dosiąść konia, Franczeska mu pomagała.  — Dokąd jedziesz? — spytała, gdy był już na siodle.  — Do tumu — odparł cicho.  — Odprowadzę cię, idę także na nabożeństwo. — Ujęła cugle i prowadziła mu konia.  Od pierwszego wejrzenia poznała Raniera. On jednak nie widział jej prawie, nie spojrzał kto to. Patrzył w płomyk świecy.  Po drodze nie mówili ze sobą ani słowa. [...] ........................................................................... Jest to fragment legend Chrystusowych, które warto przejrzeć w spokoju i wyciągnąć z nich wiele wniosków, gdzie nie koniecznie chodzi o stanie się świętym tylko posiadaniem wiedzy na wiele rozległych tematów, dzięki którym otwiera się nasza świadomość. A jak to bywa w każdej legendzie - posiane jest ziarno prawdy. Zbierając te ziarna jesteśmy w stanie ułożyć z nich własny punkt widzenia, kierujący nas w stronę spełnienia swojego przeznaczenia. Utwór metaforycznie opisuje wydarzenia, jakie dzieją się na przestrzeni tysięcy lat, kiedy co zmianę cywilizacji zmieniają się tylko ich Bogowie, zapominając o jedynym źródle z którego wszystko powstało i dzięki któremu wszyscy jesteśmy wielką jednością. Naszą jedyną walką jaką powinniśmy toczyć jest walka z samym sobą, aby zrozumieć z biegiem wydarzeń, które powinniśmy doświadczać że tylko spokój, cierpliwość, poświęcenie i kreacja w równowadze jest najsilniejszą bronią na pokonanie wszelkiego ZŁA. Trójbieg. Cel - rozwój - świadomość. Odwagi, zdrowia i spokoju ducha. www.trojbieg.com