Niedoskonali - Ostatnia dusza

Witajcie ponownie Przed Wami kolejny album osobista historia opowiedziana dźwiękiem. Teksty są zapisem moich doświadczeń i emocji, a muzyka oraz wokal powstały z pomocą narzędzia, które pozwoliło tym emocjom wybrzmieć w innej formie. „Wichry Duszy” to ostatni etap podróży w poszukiwaniu siebie. Album nie opowiada już o samym szukaniu drogi, ale o wytrwałości w tym procesie o powrotach do początku, które z czasem przestają być ucieczką, a stają się świadomym wyborem. To opowieść o zdejmowaniu kolejnych warstw, które narosły przez lata: oczekiwań świata, cudzych definicji, presji i zbyt surowego spojrzenia na samego siebie. „Wichry Duszy” mówią o tym, że nie ma znaczenia, ile razy zaczynasz od nowa ani jak długo trwa ta droga liczy się to, że nie przestajesz próbować. Na jej końcu nie czeka nowa wersja siebie. Czeka ta pierwotna, prawdziwa, nienaruszona, ukryta pod wszystkim, co przyszło później. To właśnie jest Ostatnia Dusza. (zwrotka) Byłem własnym labiryntem, katem i sędzią nad własnym życiem. Każdy zakręt prowadził do mnie, ale nie chciałem tam wejść. Nosiłem cudze wersje siebie: dla bliskich... silny, dla świata... obojętny, dla siebie... nikt. A ta prawdziwa część mnie… czekała w ciszy, aż przestanę uciekać. (Wstęp do refrenu) A wtedy usłyszałem ten jeden szept: „Już nie musisz. Już jestem”. (refren) Znalazłem siebie tam, gdzie bałem się iść, na dnie ciszy, w której zwykle znikałem. Nie uciekam... pierwszy raz mówię: „to ja”, i choć świat wciąż pędzi, ja łapię swój rytm. Już nie szukam w oczach, które nie widzą mnie, nie gram ról, które ktoś dopisał bez pytania. Stoję nagi w prawdzie, która pali jak deszcz, i wreszcie czuję, że mogę zacząć… od nowa. (zwrotka) Bałem się, że jeśli odsłonię wszystko, nie zostanie ze mnie nic. Ale kłamstwo było cięższe niż prawda, a maski dusiły bardziej niż samotność. W końcu zobaczyłem kim byłem naprawdę: dzieckiem, które nauczyło się bać miłości, mężczyzną, który nie wierzył, że zasługuje, człowiekiem, który czekał na siebie całe życie. I ta dusza… ta ostatnia… nie była cieniem... Była domem. (Wstęp do refrenu) A wtedy usłyszałem ten jeden szept: „Już nie musisz. Już jestem”. (refren) Znalazłem siebie tam, gdzie bałem się iść, na dnie ciszy, w której zwykle znikałem. Nie uciekam... pierwszy raz mówię: „to ja”, i choć świat wciąż pędzi, ja łapię swój rytm. Już nie szukam w oczach, które nie widzą mnie, nie gram ról, które ktoś dopisał bez pytania. Stoję nagi w prawdzie, która pali jak deszcz, i wreszcie czuję, że mogę zacząć… od nowa. (bridge) Niech runą wszystkie wersje mnie, te na pokaz, te z lęku, te z nocnych myśli. Zrzucam je… jedna po drugiej… aż zostaje tylko to, co zawsze było. Ta jedyna… ta prawdziwa… ta, której bałem się najmocniej. A teraz? Teraz ją witam… (refren) Znalazłem siebie tam, gdzie bałem się iść, na dnie ciszy, w której zwykle znikałem. Nie uciekam... pierwszy raz mówię: „to ja”, i choć świat wciąż pędzi, ja łapię swój rytm. Już nie szukam w oczach, które nie widzą mnie, nie gram ról, które ktoś dopisał bez pytania. Stoję nagi w prawdzie, która pali jak deszcz, i wreszcie czuję, że mogę zacząć… od nowa. …od nowa… …od nowa...