Japońscy piloti myśleli, że wygrali wojnę — dopóki nie spotkali polskiego asa z Dywizjonu 303

Jest grudzień 1943. Nad Chinami dominują japońscy asy — weterani Pearl Harbor i Midway, pewni swej niezwyciężoności. Do 23. Grupy Myśliwskiej zgłasza się polski pilot: Witold Urbanowicz, dowódca legendarnego Dywizjonu 303, drugi najskuteczniejszy polski as II wojny światowej. Amerykanie są sceptyczni, Japończycy drwią — „co ten Europejczyk wie o walkach na Pacyfiku?". 11 grudnia 1943 Urbanowicz stacza pierwszą walkę: atakuje 6 Nakajima Ki-44 z elitarnej 85. Sentai. Zestrzelenie numer jeden. Numer dwa. Japończycy w szoku — nikt wcześniej nie walczył tak agresywnie. Styczeń 1944: Urbanowicz projektuje śmiały rajd na lotnisko w Nanchang — uderza dokładnie w momencie lądowania japońskiej formacji. Rzeź. Bilans: 11 zestrzelonych samolotów wroga (6 w powietrzu, 5 na ziemi), ani jedno trafienie w jego maszynie. Przez cały okres służby w Chinach żadna wroga kula nie dosięgła jego P-40 Warhawk. To historia jedynego polskiego pilota myśliwskiego, który walczył z Japonią — człowieka, który udowodnił, że „Cobra" gryzie na każdym froncie.